Bez współpracy i współodpowiedzialności trudno będzie pokonać kryzys na franku

No cóż, z chwilą umocnienia się franka szwajcarskiego znaleźliśmy się w nowej rzeczywistości i o zgrozo była to faktycznie chwila. Stało się i musimy zmierzyć się z tym faktem. Wszyscy! Nie tylko i wyłącznie kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty w szwajcarskiej walucie, ale także politycy, NBP i banki komercyjne, które tych kredytów udzielały.

Wśród nas, kredytobiorców z dnia na dzień znaleźli się ludzie, których ta sytuacja przerasta, dlatego systemowo należy im pomóc. Tak, w takich sytuacjach należy sobie pomagać. Jestem jednak ekonomistą i nie uznaję jałmużny, bezsensownych umorzeń i przerzucania kosztów na innych obywateli, których ta sytuacja nie dotyczy lub dotyczy pośrednio. Dlatego też mówiąc o tym, iż musimy się zmierzyć z wyzwaniem, jakim jest umocnienie się franka, mam na myśli rozwiązania, które wszystkim po trosze przyniosą ulgę i niekoniecznie straty.



Zacznę od banków komercyjnych, bo zarządzenie ryzykiem, na jakie bardzo często się powołują przy rozpatrywaniu projektów inwestycyjnych, nie działało dobrze lub nawet wcale, w okresie udzielania kredytów we franku. Dlaczego więc frycowe mieliby zapłacić tylko i wyłącznie kredytobiorcy? Dlatego, że banki mają większy wpływ na rzeczywistość i polityków? Bzdura! Banki już raz wykazały się lekkomyślnością przy okazji opcji walutowych. Niewiele spraw sądowych wygrali klienci, więc bankom niemal wszystko uszło płazem. Przy okazji franka szwajcarskiego nie powinno się to powtórzyć.

Tu zaczyna się rola polityków i banku centralnego. Nie chodzi wcale o to, aby przerzucić całą odpowiedzialność na banki, bo to też nie byłoby fair, ale od banków należy wymagać elastyczności wobec „frankowiczów”, w szczególności motywując to ich własnym dobrem i bezpieczeństwem depozytariuszy. W pełni zgadzam się z prezesem NBP Markiem Belką, że banki powinny odzwierciedlić faktyczny koszt kredytu we franku poprzez uwzględnienie ujemnych stóp procentowych na tej walucie. Nie robią tego i to jest objawem ich arogancji, a nie przejawem dbałości o dochodowy biznes. Do tej pory na franku banki nie straciły i pewnie nie stracą, ale powinny grać fair. Odpowiedzialność za wymuszenie grania fair spoczywa na NBP oraz politykach. Kolejnym elementem zarządzania zaistniałą sytuacją powinno być wprowadzenie przez banki możliwości rozłożenia kredytów najbardziej zagrożonych na dłuższe okresy i tym samym zmniejszenie obciążenia najbardziej potrzebującym kredytobiorcom. Jak na razie banki z dumą opowiadają, że kredyty hipoteczne nie spłacające się terminowo stanowią zaledwie 3% całego portfela. Wobec bezczynności to się może szybko zmienić.

Krnąbrność banków i siłę widzieliśmy przy okazji opcji walutowych. Rola polityków w tym, aby przymusić banki przy współudziale NBP do współpracy i działania, nie zaś w tym być budować swoją pozycję przed wyborami prezydenckimi poprzez składanie niedorzecznych propozycji i obietnic rodem z galopującego socjalizmu.

W końcu my kredytobiorcy powinniśmy zrobić rachunek ekonomiczny i sumienia. Wybaczcie, ale nie kupuję opowieści, że ktoś nie wiedział o ryzyku walutowym biorąc kredyt we franku. My Polacy, zaledwie dwadzieścia kilka lat po transformacji ustrojowej, podczas której wszyscy doskonale wiedzieli, kto to cinkciarz i czym jest twarda waluta wobec szalejącej inflacji, nie powinniśmy się teraz tłumaczyć, że zostaliśmy wprowadzani przez banki w błąd lub wręcz bezmyślnością. Nie doszacowaliśmy ryzyka walutowego, a banki nam w tym nie pomogły. Dlatego teraz powinniśmy zrobić rachunek ekonomiczny i w razie kłopotów żądać od banków zmniejszenia obciążenia poprzez wydłużenie umów kredytowych, a ponadto uwzględnienia ujemnych stóp procentowych w oprocentowaniu kredytu. Pewnie to potrwa, ale frank wiecznie tak drogi nie będzie. A poza tym? Płakać i płacić.
Trwa ładowanie komentarzy...