O autorze
Największymi jego osiągnięciami zawodowymi zawsze było zaufanie klientów, lecz to co najważniejsze w jego życiu to wspaniała żona i cztery piękne córki. Spełnienie odnajduje także w uprawianym sporcie - bieganiu, rowerze górskim, nartach i żeglarstwie, dzięki którym odnajduje życiową równowagę

Przeniesienie obligacji z OFE do ZUS

Nawet jeśli wszyscy zdajemy sobie sprawę, że system emerytalny wymaga reformy powinno się to odbyć raczej na zasadzie ewolucji niż rewolucji. Obecne propozycje rządowe każą odbierać tę reformę, jako przygotowaną naprędce i skonstruowaną bez uwzględnienia interesu ubezpieczonych. Istnieje potrzeba kompromisu, jakkolwiek trudno byłoby go osiągnąć. OFE muszą zostać obowiązkowe, a co więcej system dojrzał do wyeliminowania możliwości dokonywania wyboru pomiędzy nimi.

Reformy systemu emerytalnego nie da się już chyba dłużej unikać. Warto jednak zrobić to z uwzględnieniem interesu przyszłych emerytów. Do tego zarządzający powinni otrzymać dodatkowe rozwiązania stanowiące skuteczne instrumentarium do efektywnego zarządzania portfelami funduszy. W każdym zaś razie wchłonięcie przez ZUS obligacji skarbowych należących do OFE nie powinno odbyć się bez kosztowo dla budżetu państwa, bo niby dlaczego miałoby się tak stać?



Pamiętam czas, w którym wprowadzano reformę systemu emerytalnego 15 lat temu. Towarzyszyło jej podniecenie, niepewność, ale i dużo merytorycznej dyskusji, której mam wrażenie trochę dziś brakuje. Propozycje rządowe zmian w systemie wywołują natomiast dużo emocji, a niewiele widać kontrpropozycji. Napawa mnie to obawami, bo jednego czego nie można zarzucić Ministrowi Finansów to braku konsekwencji. Jeśli nie zaczniemy rzeczowo rozmawiać propozycje rządowe staną się faktem. Wszyscy podskórnie czujemy, że nie wyszłoby nam to na dobre, gdyż Minister Finansów jest zagorzałym przeciwnikiem OFE, a jego propozycje nacechowane są przekonaniem graniczącym z pewnością, że przeniesienie środków z OFE do ZUS jest jedynym dostępnym rozwiązaniem, zaś pakiet towarzyszących mu, jedynych słusznych rozwiązań załatwia sprawę. Podobnie, jak przy pierwszej reformie, teraz też nie możemy liczyć na uniknięcie błędów, choćby dlatego że w odróżnieniu od pierwotnej reformy obecna przygotowywana jest naprędce. W obozie rządowym brakuje także kompromisowego nastawienia. Pozwolę sobie niniejszym odnieść się do niektórych propozycji rządowych.

Upór przy reformach jest cenny, lecz upór forsujący jednostronne rozwiązania, nie przyniesie im poklasku, a przecież do historii przechodzą wielcy reformatorzy, którym udało się znaleźć kompromis. Kiedyś powodem dla reformy systemu emerytalnego była demografia, dziś jest dług publiczny. Obywatele mają prawo być skołowani, bo czyżby pierwszy powód po 15 latach funkcjonowania nowego systemu nagle ustał? Nie, nie ustał, ale zmieniły się rządowe priorytety, tyle że nie one stanowią fundament systemu emerytalnego.

Z długiem publicznym borykać się będzie i ten i każdy następny rząd, ale żaden z nich nie powinien sięgać po reformę systemu emerytalnego dla rozwiązywania bieżących problemów. To nie jest tylko jakiś tam składnik ustawy budżetowej, lecz mający charakter długoterminowej umowy społecznej element zabezpieczenia społecznego.

Irytuje mnie coraz częściej wypowiadane przez zwolenników proponowanych zmian w systemie emerytalnym stwierdzenie, iż nawet gdy kiedyś byli zwolennikami OFE, dziś nimi nie są i uznają tę reformę za błąd. Posiadamy dziś 15 lat doświadczeń i nie wolno nam, ot tak, stwierdzać, że wprowadzenie OFE było błędem. Zgoda, co do tego, że reforma nie została przeprowadzona do końca, że były błędy, że nie wszystko poszło tak, jak powinno, ale nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że ta reforma była błędem.

W czasie funkcjonowania reformy polska gospodarka otrzymała od OFE ogromne wsparcie. Stało się to w czasie najbardziej dynamicznych przemian gospodarczych, ale także w czasie ostatniej recesji. Jeszcze 10 lat temu pojawiające się na rynku analizy gospodarcze wyznaczały nam okres 40 lat na dogonienie Europy Zachodniej. Czy dziś nadal zostało nam 30 lat, aby dogonić „Zachód”? Przyspieszony rozwój zawdzięczamy, nie tylko Unii Europejskiej, ale także OFE, zgromadzonemu w nich kapitałowi inwestowanemu praktycznie jedynie na polskim rynku. To wystarczający argument za tym, aby nie zgodzić się z tezą, że reforma wprowadzająca fundusze emerytalne była błędem.

Przeniesienie obligacji z OFE do ZUS może być zrozumiałe z punktu widzenia zarządzania budżetem państwa, gdyż do tej pory nie udało się przekonać UE do tego, że ów dług nie powinien być wliczany do wartości długu publicznego. Czyż jednak nie stanowi to dowodu na to, że w związku z tym środki zgromadzone w OFE nie stanowią własności Państwa, lecz uczestników funduszy?! Niech spór o to toczą konstytucjonaliści, ale nawet jeśli tak nie jest to przeniesienie tej części portfeli OFE, na które składają się obligacje skarbowe, do ZUS powinno budzić przynajmniej wątpliwości i refleksje. Sprzeciw OFE jest zrozumiały, gdyż mają w tym swój interes, natomiast sprzeciw uczestników uważam za w pełni uzasadniony i rząd, obstając przy swoim, powinien przynajmniej pomyśleć o jakiejś rekompensacie. W przeciwnym razie zagarnięcie obligacji pod ZUS powinno być traktowane przez uczestników OFE, jako „skok na kasę“. Takie działania rządu pozostawią po sobie jedynie wrażenie cynizmu i arogancji władzy.

Wszystko ma swoją cenę. Takie rozwiązanie jest dla budżetu Państwa dobre, ale Państwo nie powinno traktować obywateli przy tej, ani żadnej innej okazji, jak powietrza. Radzenie sobie z wspólnym problemem, jakim jest zadłużenie państwa, musi wiązać się z kompromisem po obu stronach. Rząd proponuje, aby miało się to odbyć kosztem tylko jednej ze stron. Dlaczego obywatele mieliby się na to godzić?

Jeśli jednak na przeniesienie obligacji do ZUS miałoby pojawić się przyzwolenie społeczne to jedynie na zasadzie późniejszej waloryzacji zapisów na kontach ZUS powstałych z przeniesienia tych obligacji. Wskaźnik waloryzacji powinien wynikać z rentowności obligacji skarbowych i powinien być zapisany ustawowo. Tymczasem rząd proponuje, aby środki z obligacji były traktowane jak pozostałe środki w ZUS, gdzie raz waloryzacja jest, raz jej nie ma, a czasami sprawujący władzę kombinują się jak ją zmniejszyć.

O ile ze względów bieżącego zarządzania budżetem, takie działania są uzasadnione w przypadku systemu repartycyjnego, o tyle nie powinno to dotyczyć systemu kapitałowego, a więc faktycznie zgromadzonych, namacalnych środków, gdyż mamy tutaj do czynienia z masą majątkową, której wartością rządzi koszt pieniądza w czasie. Mamy więc pełne prawo, aby żądać w zamian za przeniesienie tej części środków z OFE do ZUS ich waloryzacji na zasadach rynkowych. Jest to godziwa cena.

Drugi filar nie funkcjonuje idealnie, ale składa się na to wiele czynników i tych leżących po stronie powszechnych towarzystw emerytalnych i tych leżących po stronie kolejnych rządów, które zaniechały dokończenia reformy systemu emerytalnego. Wprowadzenie OFE było gigantycznym projektem zmieniającym nie tylko obraz systemu emerytalnego w Polsce, lecz przede wszystkich świadomość obywateli, co do problemów demograficznych i istnienia rynku kapitałowego. System emerytalny opierający się na trzech filarach, w tym filarach kapitałowych ma prawo bardzo dobrze funkcjonować, lecz jego zmiany powinny mieć charakter ewolucyjny, a nie rewolucyjny.

Dziwi mnie fakt, że niektórzy komentatorzy, nawet z tytułami naukowymi z ekonomii próbują negować istnienie rynku kapitałowego, wyrażając otwarcie dezaprobatę dla gromadzenia środków na przyszłe emerytury w OFE i inwestowania ich na giełdzie. Pragnę zauważyć, że rynek kapitałowy jest znacznie starszy niż jakikolwiek system ubezpieczeń społecznych, więc negowanie go jest próbą negowania rzeczywistości wbrew jej istnieniu. Rynki kapitałowe są najwierniejszym odbiciem gospodarki i każdy przyszły emeryt powinien mieć możliwość skorzystania z jej rozwoju. Tak się składa, że na koniec 15 letniego okresu funkcjonowania OFE przypada gorsza koniunktura na giełdach. Nie powinno to jednak być tłem do rozmów o OFE, gdyż wówczas popełnia się błąd wyrzucenia rynków kapitałowych z mechanizmu kształtowania przyszłych emerytur, który ma taki sam wymiar, jaki miałaby propozycja przeniesienia wszystkich środków z ZUS do OFE, tylko dlatego, że od pięciu lat indeksy giełdowe bezustannie zyskują na wartości.

Piętnastoletni okres funkcjonowania OFE stanowi zaledwie 30% całego okresu, w którym oszczędzamy na emerytury. Dopiero w dłuższej perspektywie można dokonać rzetelnej oceny systemu.

Rządowa propozycja zakłada, ze OFE nie będą już obowiązkowe, a przecież obowiązkowość systemu emerytalnego stanowi o jego powszechności. Jeśli 15 lat temu ustalono, że pierwsze dwa jego filary są obowiązkowe, przy czym jeden transferuje środki do drugiego, to zmiana tego założenia wywraca ten drugi filar i poniekąd cały system. Po prostu. Trzeba sobie zdać z tego sprawę tak, jak z tego, że gdyby system emerytalny nie był obowiązkowy, to mielibyśmy wielką rzeszę ludzi, którzy nie potrafili w życiu być zapobiegliwi i na starość cierpią głód i biedę. Państwowy przymus zwalcza jednak brak jednostkowej zapobiegliwości i dzięki temu powstaje wygodne dla państwa rozwiązanie, na dodatek noszące cechy egalitaryzmu. Na tym fundamencie należy budować, a nie niszczyć sam fundament.

Brak obowiązkowości miałby uzasadniać fakt, że w kapitałowym rozwiązaniu II filaru nigdy nie będzie pełnego bezpieczeństwa zgromadzonych środków, bo nastroje na rynkach światowych zawsze mogą przyczynić się do słabych wyników w zarządzaniu OFE i nawet średnia ważona stopa zwrotu nie spowoduje wówczas utrzymania wartości aktywów funduszy emerytalnych, jeśli straty poniesie cały rynek. Stawianej tezy, że w przeciwieństwie do OFE, ZUS jest najefektywniejszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem również nie da się obronić.

Niestety, pełnego bezpieczeństwa nie ma także w przypadku inwestycji w obligacje skarbowe, a przekonali się o tym choćby obligatariusze, Grecji, Cypru, kiedyś Argentyny i Islandii, a w historii rynków kapitałowych także i paru innych krajów. Nie są to wypadki jednostkowe, zatem twierdzenie, że ZUS jest bezwzględnie bezpieczny, jest fałszywe, bo na koniec dnia kondycja finansowa państwa stanowi o bezpieczeństwie systemu emerytalnego. Jak przychodzi zły czas to z pustego i Salomon nie naleje. Jedynym znanym rozwiązaniem w teorii inwestowania wpływającym na bezpieczeństwo aktywów, jest nie wkładanie wszystkich jajek do jednego koszyka, czyli dywersyfikacja lokat. Podobnie jak pluralizm w polityce, dywersyfikacja w inwestowaniu przynosi wymierne korzyści. Takową powinni mieć zatem zapewnioną uczestnicy systemu emerytalnego.

Rząd proponuje automatyzm przeniesienia środków ulokowanych w obligacjach skarbowych do ZUS i ewentualny wybór pozostania w OFE. Pokoleniom wchodzącym w wiek obligujący do uczestnictwa w systemie emerytalnym nadal pozostawiając wybór nie tylko między ZUS i OFE, ale także pomiędzy OFE. Umożliwiając ubezpieczonym wybór OFE w przypadku, gdy profil ryzyka funduszy wzrośnie (brak możliwości inwestowania w obligacje skarbowe) wystawia się przyszłych emerytów na dodatkowe ryzyko, że wybiorą fundusz, który w przyszłości osiągnie znacznie gorsze wyniki, a to z kolei będzie miało wpływ na późniejsze świadczenia.

Przy obecnej propozycji rządu, w chwili osiągnięcia przez wybrane OFE gorszych wyników w zarządzaniu, rząd będzie miał dla przyszłego emeryta jeden komentarz: trzeba było wybrać ZUS. Nie o to jednak chodzi. Rząd ma zapewnić emerytury, a nie promować system „lepszy dla budżetu”. W obowiązkowym systemie emerytalnym nie powinno się dawać przyszłym świadczeniobiorcom zbyt wielu wyborów, a na pewno nie powinny być to wybory, które mogłyby skutkować późniejszymi dysproporcjami w świadczeniach.

Dlatego zarówno obecna propozycja rządowa o wyborze między ZUS i OFE, jak również wybór samego OFE nie powinny mieć miejsca. Państwo powinno zapewnić obywatelom system emerytalny, z którego w przyszłości będą wypłacane emerytury, ale ich wielkość powinna zależeć nie od wcześniejszych wyborów emerytów, lecz od wpłacanej do systemu składki. Przy takim założeniu ta część składki, która jest transferowana do OFE, powinna trafiać do wszystkich OFE po równo. Wówczas poziom dywersyfikacji aktywów stanowiących oszczędności przyszłych emerytów (zwłaszcza po zmianie profilu ryzyka OFE) znacznie się zwiększy, co wydatnie wpłynie na bezpieczeństwo przyszłych świadczeń.

Z drugiej strony rozwiązanie to będzie także egalitarne, bo nie będzie mowy o dużych różnicach wyników w zarządzaniu na wysokość świadczeń emerytalnych.
W proponowanym rozwiązaniu zarządzający OFE zaczęliby kształtować politykę inwestycyjną bardziej niezależnie, niż ma to miejsce obecnie. Przy tej okazji nie pozbywałbym się jednak mechanizmu średniej ważonej stopy zwrotu, lecz zmieniłbym zasady jego obowiązywania. Zarządzający funduszami, w których nie będzie obligacji skarbowych staną przed nie lada wyzwaniem związanym z wzrostem ryzyka zarządzanych portfeli. Jak silny będzie to wzrost, to już zależy od zarządzających. Aby stymulować efektywne zarządzanie aktywami w OFE należy zaoferować zarządzającym marchewkę i kij.

Z jednej strony należy motywować zarządzających wynagrodzeniem dodatkowym od osiąganych zysków, z drugiej zaś w przypadku strat przekraczających średnią ważoną stopę zwrotu (czy też inny wskaźnik oceny rentowności w populacji funduszy emerytalnych) o z góry wyznaczony poziom, karać kijem w postaci zwrotu wynagrodzenia za zarządzanie aktywami. Jak na system emerytalny przystało wynagrodzenie dodatkowe mogłoby być wypłacane jedynie w przypadku, gdy w wyniku działań zarządzającego wartość aktywów w portfelu osiągnęła wyższy poziom od najwyższego z ubiegłych okresów (tzw. hight watermark).

Żaden z przyszłych emerytów nie powinien mieć nic przeciwko, aby podzielić się zyskiem, jeśli zysk faktycznie będzie osiągnięty, a aktywa uzyskają historycznie wysoki poziom. Świadomi istnienia marchewki i kija zarządzający balansowaliby między dodatkowym wynagrodzeniem, a brakiem wynagrodzenie w ogóle, co bardzo silnie wpływałoby na jakość zarządzania ryzykiem, a przecież o to głównie chodzi w zarządzaniu portfelami, nie tylko emerytalnymi.

Do tego by efektywnie zarządzać portfelami emerytalnymi zarządzający OFE muszą otrzymać dodatkowe instrumentarium związane z kształtowaniem polityki inwestycyjnej. Brak krajowych obligacji skarbowych w dostępnej palecie lokat zwiększyłoby ryzyko portfeli OFE, ale jeśli w ten sposób osiągnięty zostanie cel mający wspomagać niwelowanie nadmiernego poziomu zadłużenia państwa, to nic nie powinno stać na przeszkodzie, aby fundusze emerytalne mogły nabywać obligacje skarbowe innych krajów.

Dopuszczalny poziom lokat zagranicznych OFE powinien zatem zostać podniesiony. W przeciwnym razie regulator niezrozumiale zachowałby się jak pies ogrodnika, a przecież żaden cel nie uświęca środków, jeśli miałoby to godzić w bezpieczeństwo systemu emerytalnego. Przyszli emeryci powinni mieć też większe możliwości uzyskiwania dochodów z nieruchomości oraz obligacji korporacyjnych. Im szersza paleta dostępnych lokat, tym łatwiej będzie zarządzającym rozkładać ryzyko.

Rozwiązanie rozkładające równo ryzyko zarządzanych aktywów na wszystkie fundusze z pewnością nie jest korzystne dla większych funduszy. Osiągnięta jednakże do tej pory skala aktywów w zarządzaniu oraz spadek kosztów związany z odcięciem sieci sprzedaży od systemu emerytalnego (nie będą już potrzebne) powinny wynagrodzić największym funduszom niższe transfery. Te z OFE, które wydały do tej pory więcej na sprzedaż i promocję mają większe aktywa i wyższe przychody. Nie wykluczone, że takie zmiany doprowadziłyby do konsolidacji na rynku funduszy emerytalnych, lecz z punktu widzenia kosztów funkcjonowania tej części systemu odbyłoby się to z korzyścią dla ubezpieczonych.

Należy podkreślić, że racjonalne przeprowadzanie zmian w systemie emerytalnym wymaga pozostawienia OFE obowiązkowymi! Aktywa zgromadzone do tej pory w OFE są wynikiem już raz dokonanych wyborów przez obywateli. Dlaczego mieliby robić to ponownie? Dla przyszłych emerytów ważne jest zaufanie do systemu emerytalnego, bezpieczeństwo zgromadzonych w nim środków i wartość przyszłych świadczeń. ZUS nie posiada kompetencji do kreowania wartości odkładanych środków, gdyż stanowi repartycyjną część systemu emerytalnego.

Nie powinno się zatem ustalać automatyzmu przenoszenia środków z OFE do ZUS, jeśli obywatele nie dokonaliby ponownego wyboru. Uważam, że dla bezpieczeństwa całego systemu emerytalnego i ubezpieczonych takiego wyboru w ogóle nie powinno być. W przeciwnym razie w krótkim czasie dojdzie do marginalizacji, a następnie do upadku drugiego filaru, a to nikomu nie będzie służyło.

Zdaję sobie sprawę, że moje propozycje nie są kompleksowe i jeśli miałyby w ogóle być brane pod uwagę wymagałyby dyskusji i kompromisu, ale głównie o merytoryczną dyskusję i kompromis chciałbym zaapelować. Jak na razie po obu stronach sceny, na której obserwujemy przedstawienie o systemie emerytalnym, widać jedynie napinanie mięśni i pokrzykiwania: „to ja jestem Bruce Lee!”.
Trwa ładowanie komentarzy...