O autorze
Największymi jego osiągnięciami zawodowymi zawsze było zaufanie klientów, lecz to co najważniejsze w jego życiu to wspaniała żona i cztery piękne córki. Spełnienie odnajduje także w uprawianym sporcie - bieganiu, rowerze górskim, nartach i żeglarstwie, dzięki którym odnajduje życiową równowagę

Okresowa migracja pomiędzy OFE i ZUS to tylko sztafaż dla konsekwentnie realizowanego celu Ministerstwa Finansów

Mamy kolejną propozycję rządu w sprawie zmiany systemu emerytalnego. Media okrzyknęły ją wręcz „przełomową“, ale ja nie widzę w tym żadnego przełomu, a jedynie grę polityczną posługującą się sztafażem rozwiązań dla z góry obranego celu.

Rząd zaproponował, aby po reformie OFE i przeniesieniu obligacyjnej części portfeli do ZUS ubezpieczeni mogli wybrać raz na dwa lata, czy chcą oszczędzać także w OFE, czy jedynie w ZUS. Uważam, iż nie jest to przełom, a jedynie odbieganie od sedna zmian.



W systemie ubezpieczeń społecznych dominuje obowiązkowość, a wynika to z obaw dotyczących różnorakich dysproporcji jakie znajdujemy w społeczeństwie. Różnimy się zaradnością, wykształceniem, zarobkami, długością trwania aktywności zawodowej, płcią i jej społecznymi uwarunkowaniami i jeszcze paroma innymi cechami, które potrafią mocno wpływać na nasz poziom życia. Ciekawe jednak, że propozycja rządu uznana przed kilkoma dniami za „przełom” zakłada, że mimo tak różnych dysproporcji, my obywatele doskonale znamy się na rynku kapitałowym i w związku z tym możemy wybierać raz na dwa lata, czy warto oszczędzać także w OFE.

Zajmuję się rynkiem kapitałowym już ponad 16 lat i nie zauważyłem na nim żadnej regularności zachowań, ani w okresach historycznych, ani obecnie. Jeśli już, to raczej możemy mówić o podobieństwach zachowań, ale i te rozpoznawane są jedynie przez bardzo uważnych obserwatorów rynku. Świadczy to o tym, że nie da się z dużym prawdopodobieństwem przewidywać koniunktury na rynkach kapitałowych. Jeśli tak jest, to danie obywatelom wyboru „z OFE”, czy „bez OFE” wprowadzi do systemu emerytalnego jedynie wielki chaos. Ponadto cykle giełdowe nie mają dwuletnich, ani wielokrotności dwuletnich okresów. Co więc daje przyszłym emerytom proponowana przez rząd możliwość wyboru? Nie wiem.

Wiem natomiast, że koszty związane z transferami, prowadzeniem indywidualnych kont, w ekstremalnych przypadkach nawet w każdym OFE, będą wysokie. A przecież zmiany, jakie planuje się przeprowadzić w II filarze, powinny przede wszystkim zmniejszyć koszty jego funkcjonowania. Niższe koszty niemal automatycznie powinny przełożyć się na poprawę wyników w zarządzaniu, gdyż najważniejsze składniki kosztów OFE obciążają ubezpieczonych.

A tu rząd proponuje taki kwiatek. Zmiany w OFE nie przyniosą redukcji kosztów, wręcz przeciwnie. Istnienie wyboru nasilać będzie w dwuletnich okienkach transferowych marketingowo-sprzedażowe wysiłki powszechnych towarzystw emerytalnych. Koszty tych działań obciążać będą uczestników funduszy. Argumentacja za rządową propozycją jest taka, że konkurencja wśród OFE wyjdzie nam na dobre. Słowo „konkurencja” jest tutaj wytrychem, ale uważam że towarzystwa emerytalne powinny być zmotywowane i skoncentrowane na wynikach w zarządzaniu, a nie na pustym konkurowaniu o składki ubezpieczeniowe. Nie tędy droga.

Nie ma wątpliwości, że większość społeczeństwa nie zna się i nigdy nie będzie się znać na rynkach kapitałowych, choć zawsze, lecz tylko niektórych, będą kusiły. Jeśli nawet zarządzający OFE będą konkurować o nasze składki wynikami inwestycyjnymi, w owych staraniach będziemy mieli do czynienia jedynie z wynikami z lat ubiegłych, których prawdopodobieństwo powtarzania zwykło oscylować wokół 50%. Dokonywanie wyborów na tej podstawie jest zatem pozbawione sensu, a dla ogółu ubezpieczonych wręcz niebezpieczne.

Jeśli jednak miałby istnieć wybór, to nie może być w nim ograniczeń. Byłyby one szkodliwe z punktu widzenia interesu ubezpieczonych. Jedynym ograniczeniem, jakie powinni kalkulować ubezpieczeni, są koszty transferowe. Stąd technicznie przejście „z” lub „do” OFE mogłoby się odbywać raz do roku.

Nadal jednak będę stał na stanowisku, iż ponieważ część składki trafiająca do OFE jest naprawdę niewielka, OFE powinno pozostać obowiązkowe, bez możliwości wyboru, czy też zmian pomiędzy OFE i ZUS (patrz mój poprzedni artykuł). System byłby tańszy w obsłudze, zaś zarządzający OFE nie pozostawaliby w bezustannej niepewności, co do tego jaki horyzont inwestycyjny przyjąć dla zarządzanych aktywów. A jaki powinien być? Długoterminowy. Migracje wewnątrz systemowe przyczynią się jednak do znacznego skrócenia horyzontu inwestycyjnego w OFE i ograniczą wykorzystanie niektórych kategorii lokat. Uważam, że system emerytalnych utraciłby w ten sposób wiele potencjalnych korzyści.

Cóż, mam wrażenie, że choć rząd próbuje przekonać społeczeństwo i media, że jego działania mają charakter reformy, wszystko wygląda na to, że chodzi jedynie o przejęcie obligacyjnej części naszych oszczędności z OFE. Cała reszta to sztafaż, na dodatek wcale nieatrakcyjny.
Trwa ładowanie komentarzy...